czwartek, 22 sierpnia 2013
10.
Myślę, że dopóki nie poznałam tej historii byłam więźniem. Więźniem własnego losu. Uporczywie drwiłam z przyszłości. Miałam ogień w oczach. Budziłam się smutna. Znajdowałam co dzień letargiczne ukojenie w starej fajce. Moje kochające serce było nieustannie dręczone zimną samotnością. Dookoła przemijały głosy zuchwałe, panoszące się i przemawiające, jak jestem szczęśliwa. Moje życie było inne. Ucząc się tam, w miejscu gdzie już zachodzi słońce, dostrzegłam coś cenniejszego niż walory tutejszego dnia codziennego. Tam liczyło się piętno bicia. Uderzające do serca głosy. Patrzenie w głąb świata. Drżenie własnym ciałem o niepoznane tajemnice istnienia. Dziś jestem już tu. W starym i brudnym mieszkaniu, na osiedlonej dzielnicy przez wszystkiego rodzaju ludzi innych obyczajów. Byłam tu inna. Chyba jedyna codziennie schodziłam, aby odebrać gazetę. Czytałam zawsze Nowe opowieści Samanty, lubiłam to. Odzierało mnie to od szarej rzeczywistości. W sumie wszystko było piękne, gdyby nie fakt, że tkwiłam w tym sama. Przez ciągnięte się wysoko schody kręte życia. Byłam tylko ja i mój tkwiący we mnie Pain. Czytając to zastanawiasz się czemu nie wspomnę o niej. - nie mam już ochoty. Była przy mnie zawsze. Bynajmniej tak mi się wydawało. Gdy jeszcze posiadałam rodzinę, całościowo ją poznała. Od babci, do nielubianej przeze mnie ciotki. Życie odbiera nam osoby. Ludzie się zmieniają. Dziś są z Tobą blisko, jutro zdradzają Twoje życie byle komu, aby dopasować się temu systemowi. Zwyczajnie odeszła. Tęsknie, boli mnie to. Ale przecież mam moje wydarte wspomnienia, czegóż to chcieć więcej. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, gdy jej życie rozpadnie się na milion kawałeczków, tylko i wyłącznie we mnie znajdzie otuchę. Nie czekam, niech zrozumie, że ludzie odchodzą, tak jak i ona pozostawiła mnie. Przyjaciele - tak ich nazywają. Dla mnie to tylko zwykły człowiek, udający i unoszący się byciem kimś lepszym i wyróżniającym się od innych, a potem pozostawiającym na bruku. Dziś nie będę tego naprawiać, dziś mam plany. Tylko ja, w oknie cisza, betonowe lasy, marmurowe chodniki oddalone o miliony kilometrów, nadzieja na lepsze jutro, ogień w oczach, tęsknota za tym co było i kartka papieru drżąca o nowe opowieści. Nigdy nie obiecywałam komuś wielkich rzeczy. Mi obiecano wieczność. Pokochałam nienawiść. Ale nie znienawidziłam miłości. Błąkałam się
pomiędzy uczuciami nieznanego mi człowieka. Zwykle, po ludzku -
pokochałam go. Mam nadzieję, ze rozumiesz. Jeżeli tu przyszedłeś to
oznaka, że Ci zależy. Nie przyszedłbyś tak po prostu. I choć mijają lat ja wciąż łudzę się o brak narastających problemów. Wypożyczam nowe książki, sięgam inspiracji. Bez przerwy życie rysuję mi coś nowego, choć mocno brutalnego. Patrząc w przeszłość nie chcę już nic szukać. Moje nadzieję tworzą już starodawne piramidy. Jestem chyba zmęczona. Ciągła samotność przygniata. Bez przerwy nie mogłam się uwolnić z sideł niewoli. Banicja. Proszę o lek, choćby na receptę. Robiłam kolejne kroki, dwa do przodu i tak dalej. Pragnęłam uwolnić się od wszystkich nałogów i uzależnień. Gdy w końcu udało mi się z jakiegokolwiek uciec, zdałam sobie sprawę, że moje wszystkie problemy, to z mojej własnej winy. Wplątałam się kiedyś w ciąg udręk, obecnie chyba ciągle w tym brnę. Stoję nad niebem i patrzę na własną siebie i na moje ciągłe upadki. Spoglądam jak jedna minuta odbiera mi siły i satysfakcję z życia. Nagłówki gazet ukazują mi, że to już 78. Czas leci szybko, umyka gdzieś pomiędzy dobrem, a złem. Gdy się coś sypie, to po całości. Tak właśnie przeistaczał się piasek mojego szczęścia. Rozstania bolą, powroty są okrutniejsze, gdy powraca się ze świadomością kolejnego końca. Dziś jestem sama, wczoraj jeszcze ja i Ty. Dwie osoby. Wspólny całokształt. Jedność. Pragnę jedynie Twojego głosu, tą nieziemską barwę. Teraz już wiem, wiem że to tylko zły sen, z którego wybudza mnie nieudolny dźwięk budzika przypominającego mi o drętwej rzeczywistości mojego życia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz