Najgorzej jest, gdy przychodzi wieczór. Zdaję sobie wtedy sprawę, że moje gniazdo nie istnieję. Wiem, że nie mam się gdzie podziać. Nie potrafię poczuć się bezpiecznie, gdy dookoła otacza mnie panująca burza kłamstw. Moje uczucia są tak zmieszane. Lecz gdy przychodzi wieczór otwierają się moje wszystkie blizny i wspomnienia niczym fala niepowodzeń uderza we mnie dogłębnie. Tonę, pogrążona w rozpaczy. Chciałam tylko kochać i być kochaną. Żyć z Tobą wspólnie, w jednym gnieździe. Ćwierkać Ci na uszko melodię wyznającą moje uczucia. Chcę podziwiać z Tobą gwiazdy na niebie. Nie płakać i nie zamartwiać się jutrem. Ale tego wieczora widzę Ciebie. Opartego o stare, drewniane krzesło. Tęsknisz. Za dotykiem, ciepłym słowem. Za tą delikatną i kochającą ostoją, jaką była moja osoba. Plotę włosy w nienagannego warkocza. Owładnęła mną nadzieja na lepsze jutro, ptak z klatki jest na wolności i zauważa szczęście. Przechodzą mnie ciarki, gdy dotykasz delikatnie mój policzek. Nie wiem czy śnię, czy marzę. Nie wiem czy dziś jest dziś, czy dziś to już jutro. Pragnę Twoich oczu, tych szczerych, tych idealnych, tych szczęśliwych. Nie byłam pewna, czy tego wieczoru ciepło Twojego serca znów uratuję mnie przed oziębieniem. A jednak, nie pozwoliłeś mi odejść. Ratujesz mnie przed zatraceniem. Nienawidzę rzeczywistości. Rzeczywistości, która składa się z tego, że jestem dogłębnie sama. Sama w smutku, sama w locie. Bez gniazda, bez snu. Jeżeli ten wieczór znów skończy się łzami na moich policzkach, to nie pozwól, aby w nich umarła moja nadzieja, nadzieja na lepsze jutro..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz