Ptak z klatki.
piątek, 14 lutego 2014
18.
Łza spływającą po moim policzku, to czysta gorycz Twojego serca. Mój niepozorny dzióbek wysechł. Czyżby ptasie samobójstwo? Znów coś się szkli, czy to kolejna łza? To nadzieja, nadzieja tkwiąca w świetle źrenic. Byłam jak niezamknięty w sobie kanarek, pozostałam zdradliwą, lecz niepozorną jaskółką. Szukającą szczęścia i przede wszystkim BEZPIECZEŃSTWA. Szukam domu, tej ciepłej ostoi. Chciałabym tak po prostu chwycić Twoją dłoń i wiedzieć, że to te ręce będą tymi, które będą prześwietlać całe moje życie. Będąc przy Tobie nie potrafiłabym oderwać uśmiechu, teraz moje kąciki ust nie wiedzą co to zadowolenie. Widzę Cię, gdy upadam. Widzę Cię, gdy zasypiam. Widzę Cię, gdy Cie nie ma. Nie znam Cię, ale wiem kim jesteś. Wiem kim jesteś, ale nie znam Cię. Jestem młodym ptakiem, dlatego boję się życia. Ciągle gubię nadziemską drogę. W moich snach jesteś zawsze przy mnie. Tylko ja, Ty i nadzieja. Nic nam nie grozi, lecz szkoda, że to tylko sen. Gdy się budzę znów arytmia nie jest tak doskonała, jak była. Krzepliwość szokuję, a zimno moich dłoni, to już chyba codzienność. Płaczę, gdy zdaję sobie sprawę, że znów ominęło mnie szczęście. Wrzucam swój los na loterię, chciałabym w końcu usłyszeć, że to ja jestem szczęśliwym zwycięzcą i to mój los będzie już do końca życia spokojny. Lubię czasem udawać, że wszystko jest dobrze, zacisnąć wargi i krzyczeć, że nie muszę się niczym przejmować. Już nawet nie liczę ile lat temu mój uśmiech skonał. Wyobrażam sobie znów Twoje spojrzenie, Twoje wargi, które delikatnie muskam i wiem, że jestem w dobrym miejscu, odpowiednim. Znów fantazjuję. Proszę o miłość. Błagam o zapomnienie. Torturuję swój własny umysł. Otwieram w końcu oczy i krzyczę. Czy ma to znaczenie? Po prostu nie zamykaj mnie znów w klatce, gdyż chcę być wolna. Wolna od uczuć, wolna od bólu, wolna od przeszkód. Oddam Ci wszystko, chociaż gramę tego co posiadam, jedynej nadziei, bo tylko ją mam. Weź to wszystko, ale daj mi spokój. Pragnę wykupić ją, już na zawsze. Spokojnie usiąść po raz kolejny na tamtym wzgórzu, przeczytać Cień Wiatru i nie płakać, gdy wzejdzie słońce. Pozwól mi. Pozwól mi poczuć się bezpieczną. Teraz i na zawsze.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Koza Ty poetko. :)
OdpowiedzUsuń