czwartek, 6 czerwca 2013

2.

H: Pamiętasz to ukierunkowane ciepłymi wspomnieniami uczucie naznaczone przed dotyk, które jak fala tsunami przysłoniło do umysłów i serc wszystkie wylane łzy i wszystkie uśmiechy dnia i nocy? Pamiętasz siedzącą nadzieję na kuchennym stole, odsłaniającą z ramion ciemne, gęste i przesiąknięte dymem nikotynowym włosy? Pamiętasz te zimne i poranione dłonie dotykające Twą szyję i delikatnie muskające ustami najgorętsze miejsca? Pamiętasz nocny telefon, który powtarzał Ci najwspanialsze synonimy świata, brzmiące jakby wydarte z marzeń? A może pamiętasz swoje gardzenie uczuciami do mnie? No wyduś to z siebie. Powiedz czy pamiętasz, albo czy któregokolwiek dnia, jaki stawał się pustką, gdyż nie było w nim mnie, Twoje serce miało siłę i energię, aby bić rytmem życia, a nie tylko dramatycznej miłości?

P: Mam dość, zrozum, wszelkich usterek jakie nas zatrzymują i wszelkich przeciwności, jakie nie pozwalają nam wspólnie istnieć. Mam dość Twojej obsesji na punkcie nadziei i mam dość tego jak pod wpływem impulsu zalewasz się łzami. Mam dość tego jak na mnie patrzysz, bo Twoje każde spojrzenie przyprawia moje serce o coraz to mocniejsze i szybsze uderzenia. Mam dość Twoich wyobrażeń o nas, gdyż za każdym razem prowadzi to o dreszcze, które obdarzają moje ciało. Mam dość już wszystkiego. Mam dość nieustającego pragnienia bycia przy Tobie. Mam dość tego, że nie potrafię już Tobie pomóc. Mam dość każdego dnia, bo jak już mówiłaś, nie ma w nim Ciebie. Mam dość braku odzewu do Twojej rodziny. Mam dość braku bliskości. Mam już dość tej miłości. Mam dość tego dramatu. Mam dość nas i mam dość Ciebie.

H: To mnie zostaw, wyrzuć jak tego taniego papierosa. Zostaw teraz i tu. Chcę wiedzieć jak jest na prawdę i czy warto było przeżyć tyle cierpienia, byś teraz mnie zostawił na pożarcie życiu w samotności. Gdy mnie poznałeś byłam prawie normalna, lekko strofowana rzeczywistością, ale było nie najgorzej. Żyłam. Z u biegiem każdego roku stawałam się coraz bardziej pochłonięta chłodną depresją. Rozstaniami. O określonej porze, co rok. Ciągnięte latami, monotonne. Trzyletnie. Więc jeżeli mam patrzeć w przeszłość, powiedz mi w tej chwili, że dzięki temu, że nie masz już siły i pragniesz wydostać się ze mnie, musimy się rozstać na zawsze.

P: Ale ja nie powiedziałem, że chcę się z Tobą rozstać, nie powiedziałem, że nie mam już siły, jak i nie stwierdziłem, że chcę Cię zostawić. A moje papierosy wcale nie są tanie.

H: Masz mnie dość.

P: Ale, hope. To, że mam Cię dość nie oznacza, że chcę Cię zostawić. Mam Cię dość, bo jesteś moim utrapieniem. Kuszącym, ale utrapieniem. Jesteś moją hope, moją nadzieją. Pojawiasz się wtedy kiedy nie mam nikogo, ratujesz mnie z łoża okrucieństwa, upajasz mnie lepszym jutrem i choć mam dość hope tej całej nadziei, to nauczyłaś mnie dzięki niej żyć. Chcę Twojego szczęścia, dlatego za każdym razem się rozstajemy, a trwa to tyle lat, bo nie potrafię bez Ciebie żyć.

H: Ja nic nie rozumiem.

P: Wiem, że rozumiesz. Gdybyś miała coś cennego, cokolwiek. Chciałabyś, aby za każdym razem zostało przez Ciebie szarpane, niszczone i pozbawiane istnienia?

H: Nie, ale..

P: Nie ma ale. Za każdym razem gdyby tak się stało, musiałabyś to odstawić, ale przez to, że jest to takie cenne nigdy nie mogłabyś od tego uciec, bo zależałoby Ci na tym bardziej niż na niczym innym. Tak samo jest ze mną i z Tobą, muszę często odpoczywać, wypływać na głęboką wodę sam, zostawiając się na gorącym piasku, który trapi Cię samotnością. Ja walczę z mrozem, z życiem. A Ty walczysz z suchą samotnością. Ja tonę, Ty jesteś pod ziemią. I choć jest ciężko, nadal pragnę znaleźć coś najcenniejszego na świecie, aby Ci to podarować, bo wierzę, że to nam pozwoli być już na zawsze razem.

H: Kochasz mnie?

P: Nie pytaj, tylko mnie kochaj.

H: Pain, pragnę mieć to już wszystko za sobą, pragnę zanurzyć się gdziekolwiek, nawet w czeluściach czerni, ale wspólnie, z Tobą. Tylko my, bez problemów. Chciałabym być już zawsze Twoja, chciałabym być Twoim porankiem nadzwyczajnym, a nie dramatycznym. Chciałabym przestać kłamać i zamieszkać tam wspólnie. Chciałabym..

P: Wiesz co ja bym chciał?

H: Nie mam pojęcia,

P: Spójrz mi w oczy.

H: Kocham Cię.

P: Ja Ciebie też.

H: Co teraz będzie z nami?

P: Tego nie wiem. Tego nikt nie wie. Wie tylko ten los, który na połączył. Ale wiesz co?

H: Tak?

P: Gdybyśmy wiedzieli, to nasze życie byłoby kompletnie nudne. Teraz jest hope i pain, kiedyś może nasze imiona będą bardziej rozszyfrowane. Ale obiecuję Ci, że uciekniemy. Spełnię każde Twoje marzenie i cokolwek by nie było i cokolwiek nas spotka złego, okrutnego i desperackiego na naszej drodze, to..

H: Będziemy wierzyć w nadzieję na lepsze jutro.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz