sobota, 22 czerwca 2013
4.
Może tęsknisz. Może myślisz o mnie. Może nadal jestem tym kim być powinna dla Ciebie. Ja również tęsknie. Ja również o Tobie myślę. I dla mnie również jesteś nadal jedynym lekarstwem. Moje serce rozprzestrzenione na czynniki pierwsze stara się utrzymać całokształt do momentu Twojego odzewu. Kruszy się z każdym oddechem. W Twoich oczach byłam zawsze nieudolną hipokrytką. Skłaniałeś i wymuszałeś we mnie ciągłe obłudne myśli w stosunku do własnej siebie, do których w rezultacie się przyzwyczajałam. Budowałeś most, abym nigdy nie wpadła do morza tęsknoty, żalu, bólu, wspomnień. Niestety nie spodziewałeś się co będzie nam pisane. Dziś. Obecnie. Teraz. Kiedy zamykam oczy szukam Ciebie w obrazach naszej przeszłości. Tonę w nich i nie chcę wypłynąć na brzeg. Już prawie północ. Noc już prawie mnie pochłania. A ja nadal otulona mocą świeżych wspomnień pragnę kolejną noc spędzić w nękaniu swojej duszy. Czuję się jakbym już nie oddychała, gdyż przy mocnych uderzeniach fal o morze wspomnień moja dusza nie utrzymuję krwiobiegu, arytmia się zatrzymuję, a oddech zamiera. Dziś nic nie jest takie piękne jak dźwięk brzmienia naszego bicia serca względem siebie. Oby dwoje w innych światach. Walczymy osobno, czasem nawet przeciwko sobie, podążamy i zatapiamy się w rozterce. Bojąc się wspólnego losu i wspólnego życia. Rozdzielają nas poglądy, historie, życiorysy. Obecnie stwierdzić, że jesteś tchórzem. Gdy Cię poznałam myślałam, że nie dajesz za wygraną i na zawsze chcesz być przy mnie. Niestety, wszystko jest tak omylne. Bałeś się zdania innych, zdania które nie powinno się liczyć. Bałeś się wspólnej przyszłości i tego czy uda nam się przeciwstawić światu istnienia wspólnie takich ludzi jak my. Innych. Wyjątkowych. Zakochanych pomimo różnic narzucających przez ten system. Teraz już wiem, że nie powinnam była poświęcać swoją duszę na nasze wspólne emocje, teraz już wiem, że powinnam była wziąć Twoją dłoń i pokazać Ci metry spraw, jakie powinieneś poznać w moim życiu. Chcę być wiedział, że przez zwyrodniałe emocje oby dwoje krwawimy monotonnie. Może kiedyś zobaczę Twoją ranę, a Ty moją i nareszcie je wyleczymy. Może kiedyś. Może nie dziś. Może nie obecnie. I może nie teraz. Może kiedyś się odnajdziemy i połączymy to co zostało rozdzielone, może zasadzimy drzewo, zbudujemy dom, utworzymy nową historię i nowy życiorys na prawdziwym gruncie, wylanym nadzieją na lepsze jutro..
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz