czwartek, 4 lipca 2013

5.

Utopiłam się. Utopiłam się we wnętrznościach miłosnej egzystencji naszego wspólnego istnienia. Pokochałam Cię, gdy pragnęłam miłości i akceptacji. Zaczęliśmy tworzyć coś nowego, coś co nigdy nie zaistniało wśród zwykłych ludzi. Nasze charaktery nie tylko się powiązały, nie tylko stworzyły jedność, nasze serca nie były już w dwóch ciałach, oby dwoje czuliśmy jakby powstało jedno ciało, jeden umysł i zawsze tworzyło się jedno działanie. Wspólne. Nasze. Nadzwyczajnie wszechświat nie zaakceptował naszego istnienia. Nasze losy natychmiastowo chciały się poróżnić, a ja nie potrafiłam nic zrobić. Stworzyła się historia - opowiadanie. O ludziach kochających, jedna połowa problematyczna, a druga pragnąca ratować resztki namiętności. Jesteś gotowy poznać tą historię ? To nie zwykłe słowa, ani nie zwykły sęk ukryty w literach. Tu żyjesz pojedynczą chwilą i ulotną nadzieją. To od Ciebie zależy czy utrzymasz równowagę i zapanujesz nad emocjami. I tylko Ty możesz decydować o mocy zawartej w słowach, tylko Ty tracisz tu sen i tylko Ty się temu pochłaniasz. Masz dwa wyjścia, bo już nigdy nie zapomnisz. Możesz czytać dalej, albo rozprzestrzenić w swoim ciele nadmiar nieuzupełnionych zdań, bez sensownych majestatów i braku chwili spokoju. Ta decyzja, to Twoja decyzja. Wybór należy do Ciebie. Nie wołaj o pomoc, i tak Cię nikt nie usłyszy. Jednak pozostałeś. Dalej to czytasz, nie przejmuj się. Jestem tu z Tobą. Tylko ja, Ty i wydarte wspomnienia - historia o mocy niewyobrażalnej umysłowi zwykłego człowieka. Nienadaremnie wylewam tu miriady łez. Już się nie wycofasz. Tylko pochłoniesz, pochłoniesz historii dwojga ludzi - dobrze Ci znanych. Na zawsze. Ponad wszystko. Oni.

H: Ile jeszcze pozostało nam dni?

P: Do czego, Hope?

H: Do końca, do końca nas.

P: Nie wiem, Hope, ale gdybym wiedział, to pewnie bym temu zaradził.

H: Boję się.

P: Kochanie, nie bój się. Postaraj się o tym nie myśleć. Pocałuj mnie. Widzisz? Już lepiej. Gdy pochłaniasz się w myślach o mnie nasz świat nadal istnieję. Może dziś jest ostatnim dziś gdy siedzimy tak wspólnie. Ale cokolwiek by się stało i cokolwiek nas rozdzieli, ja zawsze będę Cię kochał.

H: Boję się, że ta strata zalęgnie się we mnie na zawsze. Że sobie z tym nie poradzę i od dnia naszej rozłąki o końca mojego życia będę wylewać wieczne łzy, że będę tęsknić każdego poranka i każdego wieczora, że to wszystko to będzie koniec dla mojego wewnętrznego spokoju.

P: Zawsze będę przy Tobie, pamiętaj. I jakkolwiek będzie Ci źle, mnie również będzie się to dziać.

H: Ale Pain, Ty dasz radę. Ruszysz na przód, zaczniesz znów spotykać się ze starymi znajomymi, nie schowasz się pod czarną pościelą, by ukryć swą mocną i bolesną udrękę.

P: Ależ nie. Cokolwiek o mnie usłyszysz i jakkolwiek mnie uśmiechniętego ujrzysz, to nigdy nie możesz temu ufać. Zawsze w środku, w moim sercu pochłoniętym Tobą, będę lękać się utęsknieniu. Zawsze będziesz we mnie. Zawsze już będziesz moim sensem.

H: Kochasz mnie?

P: Oczywiście. Podaj mi swą dłoń.

H: Zabierzesz mnie stąd?

P: Tak, nie dziś, ani nie jutro. Gdy to wszystko się skończy, gdy ten świat ulegnie zniszczeniu, wtedy tylko my przeżyjemy i będziemy wolni, wtedy zabiorę Cię z mroku, z każdego bolącego Cię miejsca i stworzę twój wymarzony, prawdziwy dom. Pałający ciepłem i mną. To będzie nasze miejsce. Tylko nasze.

H: Możesz mi coś obiecać?

P: Tak, Hope?

H: Gdy już nadziejdzie ten dzień i nastanie nasza rozłąka, będziesz się mną duchowo opiekować? Myśleć o mnie i wspominać te dobre czasy? Zostawisz moje rzeczy, aby czekały na mnie? I cokolwiek by Ci stanęło na drodze będziesz kochał mnie tak samo?

P: ZAWSZE.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz