Moja cienka powłoka entuzjazmu ciągle spada z całokształtu mojej osoby. Ciągle opada i szuka uniesienia, moja miłość, moja egzystencja, wszystko nieustannie poluję na moje omdlewające serce. Krzyk stał się dla mnie oznaką niepokoju. Po prostu się boję, boję się, że gdy się obudzę bańka pęknie i powrócę do wydartych wspomnień i nadziei na lepsze jutro. Boję się, że kula przestanie się kręcić wokół, a północ stanie się południem. Boję się patrzeć w przyszłość, gdyż widzę tam mocne rysy udręki i wylanych łez. Modliłam się ostatnio o spokój. Dziś tęsknie. Otulona beznadziejnie starym kocem, przesiąkniętym zapachem starej spiżarni. Po policzku spływają mi łzy, jak gdyby z jabłoni urwało się kolejne jabłko. Jabłko, które wewnętrznie kaleczy drzewo swoim dręczącym ciężarem. Spójrz na mnie. Nie odwracaj wzroku. Nauczyłam się kiedyś, że aby dać czemuś żyć, trzeba w to mocno uwierzyć. Dajmy żyć naszej przyszłości, poprzez usilną wiarę. Mój uśmiech na twarzy jakby rdzewieję, staję się coraz to bardziej stary, zbyt użyty. Do wymiany. Odnowienia. Potrzebuję szczęścia, nowego. Powodu, przez który rdza zniknie. Chciałabym, aby wszystko uległo zmianie, żebym mogła dać Ci wszystko czego potrzebujesz. Ja, nie mądra Hope, która plączę się we własnym życiorysie. Szukam ciągle sensu, usilnie brnę ku większemu dobru. Pochłaniając się w ulotnym wietrzyku nadziei na lepsze jutro. Nazajutrz już świt, powieki stają się bardzo ciężkie, moja głowa nie chcę pracować, ciało przymarza..
H: Czuję się jakby moje skrzydła przestały oddychać.
P: Wydaję Ci się, wszystko jest w jak najlepszym porządku.
H: Nie ma nas, nic nie jest w porządku.
P: Jestem tu, rozmawiamy. Kocham Cię.
H: Potrzebuję Cię cieleśnie, chcę być był tu obok, przy mnie.
P: Kochanie, przepraszam. Przepraszam, że martwe rzeczy nas tak podzieliły, i choć wiem, że to z grubsza moja wina, to nie żałuję. Tęsknota i mocna więź z Tobą jaką nabrałem będąc tu, jest mocniejsza niż wszystko inne.
H: Tęsknie za Tobą.
P: Wiem, nawet nie wiesz jak ja za Tobą. Jestem tak blisko.
H: A tak daleko. Chciałabym, abyś wrócił. Abyś trzymał moją dłoń, abym mogła zobaczyć Twoje żywe spojrzenie.
P: Jestem tu, nie czujesz? Jestem w każdym zakamarku Twoje ciała.
H: Ja mam dość, ja chcę być przy Tobie, chcę być tam, gdzie Ty.
P: Pamiętasz jak się żegnaliśmy? Obiecałaś mi, że zobaczymy się dopiero wtedy, gdy nadejdzie na to czas. Obecnie ja czekam na Ciebie, ale jestem przy Tobie, zawsze.
H: Tak, wiem. Ale ta wiedza mnie niszczy, tęsknota zabija.
P: Gdy nadejdzie czas znów się zobaczymy, nasze serca będą znów bić niezwłocznie szybkim tempem.
H: Jak mam w to wierzyć?
P: Musisz wierzyć, wiara nas umacnia. Wiara nas buduję. Gdy uwierzysz, wszystko stanie się realne.
H: Znów będziemy razem?
P: Tak, będziesz znów ze mną. Będziemy razem. Wtedy wrócę.
H: Obiecujesz?
P: Obiecuję. Ale kochanie nie chcę byś się martwiła, bo mi jest tu dobrze. Odpoczywam, jestem blisko Ciebie. Opiekuję się Tobą, ponad wszystko kocham Cię.
H: Pain, to już nie to samo.. to inny świat. Ciebie tu nie ma. Ty już nie istniejesz. To Cię zniszczyło.
P: Choć nie ma mnie obok Ciebie i nie możesz mnie już zobaczyć, to na zawsze pozostałem w Twoim sercu i cokolwiek się dzieję, to żyję w Twoim umyśle, ciągle oddycham w Twoim ciele. Śmierć nie zabiła naszej miłości. Nic nie zdoła tego zrobić.
H: Tęsknie..
P: Wiem, ja też. Już świt, Twoje powieki się otwierają, muszę się żegnać, do zobaczenia jutro, kocham Cię. Pamiętaj - nic, ale to nic nie zachwieję tego co nosisz w sercu, ja tam jestem zawsze.
H: Pomimo wszystko?
P: Pomimo wszystko. Bez końca - i love you..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz