środa, 31 lipca 2013

7.

Cześć, mam na imię Hope. Mam 17 lat i choruję na samotność. Bezsens. Nawet przedstawić nie potrafię się porządnie. Przepraszam. Przepraszam, że nie kipię entuzjazmem i nie uczę Cię uśmiechu na resztę tego dnia. Jestem szarym elementem tego wieczoru. Przytłaczam. Frustruję. Zamykam Twoje ślepia i otwieram nowy pogląd - mój. Chcesz spojrzeć na moje rany? To on. Ta rana z dnia na dzień staję się większa, jest nieuleczalna przez moje dłonie. W sumie, nawet nie chcę jej leczyć. Po prostu tęsknie. Tęsknie za czasami, gdy czas leczył rany. Chciałabym ujrzeć sens. Taki ludzki. Przerzucam kolejną stronę Trucicielki i zaczynam płakać. Nie przez lekturę, nie przez nie zamknięte oczy przez 52 godziny, ani nie przez wyniszczające mnie tabletki. Płaczę ze śmiechu. Tak, chyba wariuję. Cześć, mam na imię Hope. Mam 20 lat i choruję na samotność. Słucham w wolnych chwilach Dżemu. Zatapiam się w tonach książkach i upajam się wieloletnim czerwonym winem. Tak, to ja. Ta szara komórka nie wychodząca na ulicę miasta. Ul. Zapomnienia 14/6. Ostatnie mieszkanie w tym bloku. Tam gdzie wszystko się niby zaczyna, a kończy. Podobno ktoś zgłosił mnie na policję, bo niby już tu nie mieszkam. Wkurzający sąsiedzi, bez zrozumienia. Przeklinam swój ból. Mam go dość. Ciągle w nim tłumię. Zapomniałam się przedstawić. Cześć, mam na imię Hope. Mam 24 lata i choruję na samotność. Lekarz mówi, że to depresja największego stopnia, nieuleczalna. Wiadomości od psychiatry ciągle mnie zasypują. Szpital i tak mi nie pomaga. Te wielkie chore oczy się tylko we mnie wpatrują i pytają : '' Jak się czuję? A jak mam się czuć, dobrze? No chyba nie, nie jestem taka głupia. Dobranoc. '' Pewnie myślą o mnie, jak o smutnej niewieście kopniętej przez życie. I dobrze. Ciągle jestem sama, wszyscy to wiedzą. Dobrze mi tak. Przepraszam, mogłam chociaż się przedstawić. Cześć, jestem Hope. Mam 28 lat i choruję na samotność. To śmieszne, ale czasem zapominam, że nadal żyję. Za jakiś czas będę musiała wyjść z domu, bo kończą mi się lekarstwa. Znalazłam dziś Twoje zdjęcie, Pain. Leżało w Twoim pokoju. Pomodliłam się o Ciebie. Z łzami w oczach odrzekłam : Wróć. Pain, tutaj ja Hope. Przecież wiesz, ze mam 29 lat i choruję na samotność. Mam zielone oczy. Ważę 43 kilo i moje 170 cm ciało ledwo się trzyma, jestem głodna. Głodna miłości. Głodna Ciebie. Przepraszam. Przepraszam za łzy. Już zapomniałam jak to być normalną. Na koniec chcę tylko powiedzieć, że miałam na imię Hope. Miałam 30 lat i chorowałam na samotność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz