Wczoraj jeszcze płynęłam w morzu o łagodnych falach naszego wspólnego istnienia. Rozkoszowałam się niezawodnym smakiem szczęścia. Angażowałam się w coś mającego wielki sens w moim życiu. Istniałam. Nie musiałam marzyć, marzenia stały się rzeczywistością. Byłeś Ty, romantycznie chłodny. Otulałeś mnie swymi ramionami, stwarzałeś ciepłą oazę spokoju. Budowaliśmy dom, nasz wspólny. Śpiewaliśmy Queen. Jednogłośnie, wspólnie. Każda sekunda była coraz to ważniejsza. Po prostu mi się podobało. Nie czułam obłudy, nie otaczałam się fałszem, wszystko było prawdziwe. Wiedziałam, że jestem mu niezbędna jak woda w studni. Byłam jego cichym marzeniem, przyjemnym porankiem i słońcem. Tak po prostu. Byłam dla niego wszystkim, tak jak on dla mnie. Byliśmy my. Nauczyłam się dzięki niemu wiele. Przezwyciężyłam lęki, bóle i rozterki. Wygrałam miłość swojego życia, nie błąkałam się jak zbity pies po ciemnej ulicy. Byłam śpiewającym skowronkiem w lśniącym parku. Piosenka Who wants to live forever była naszym ukojeniem. Ciągle brzmiała. Ja. On. My. Nie ważni inni. Rzeczywistość, realność - odeszła. Żyliśmy sobą. Nie myśląc o przyszłości. Kochałam go, doskonale o tym wiesz, próbujesz wydobyć sęk mojej opowieści.
Dzisiaj nic nie jest jak dawniej. Płaczę. Szczepki moich włosów leżą na podłodze. Zrozumiałam tekst i źródło. '' Ten świat ma tylko jedną słodką chwilę odłożoną dla nas ''. Jedną chwilę. Chwilę wczorajszą, nie dzisiejszą. Zgubiłam sens. Chwila odeszła. Szukam powodów, czy zaklęta informacja w tekście, stała się naszą regułom? Pain, wróć. Potrzebuję Cię gdziekolwiek jesteś. Usta już plamią. Emocje ciągle mnie bolą. Jestem, a jakbym nie była. Wróć. Błagam. Mamo, nie patrz na mnie. To już nie ta sama Hope co wczoraj. Zgubiłam swój skarb, swój sens i punkt widzenia. Nazajutrz robi się ciemno, a ja nadal nie daję rady. Chcę przeszłości, przyszłość odbiera mi siły. Banicja. Banicja. Banicja. To ból, którego nie chcę. Nie chcę tak żyć, chcę żyć tamtą chwilą, chcę być tam i cofnąć się w czasie. Błagam. To banicja. To nie ja. Pain, jeśli mnie słyszysz.. to nas ratuj. Przepraszam za moje wady, za niektóre bolączki. Pain, jesteś wszystkim co mam. To ja, Hope. Ta co wczoraj, obiecuję. I choć nie mam siły, to dopóki nie wypluję całej krwi z płuc będę walczyć.
Jutro nie daję mi nic, bo to nie istniejąca dla mnie zagadka, po co drążyć temat angażując się w przyszłość? Teraźniejszość to najistotniejszy punkt widzenia. Stracę ostrość. Nie sięgnę dna. Zawisnę, zgubię się. Zatęsknię. Niepotrzebnie łudząc się ''
Wczoraj, dziś i jutro '', ulegasz autodestrukcji. Na zawsze. Wolałam wczoraj, nie chcę już jutra, ale błagam niech dziś stanie się dniem wczorajszym. A jutro dniem dzisiejszym. Od zaraz. Bez zmian. Pozwól mi zbudować jeszcze raz ten fundament, pozwól wyleczyć mi nasze serca. Chcę wylać nowy deseń, słyszysz? To dźwięk początku, istniejemy gdzie indziej. Tam, gdzie wszystko inne nie ma znaczenia. Jesteśmy w swoim własnym świecie, który pozornie nie istnieję. Tworzymy go my, tam plan jest inaczej ułożony. Tam życie - to plan. Tam czas leczy rany. Tam rany to czas. A czas tam nie istnieję. Nie ma wczoraj, dziś i jutro. Jest po prostu teraz. Nie wszyscy ludzie mogą istnieć wspólnie na jednej ziemi, niektórzy ludzie dokonują cudu, cudu istnienia. Nie lękając się, sięgając chmur.. bezpowrotnie.
'' Ale dotknij moich łez swymi wargami
Dotknij mego świata opuszkami swoich palców
I będziemy mogli mieć wieczność
I będziemy mogli kochać się wiecznie
Wieczność jest nasza dzisiaj
Kto chciałby żyć wiecznie?
Kto chciałby żyć wiecznie?
Wieczność jest nasza dzisiaj
Jednakże, kto czeka wiecznie? ''
- Queen
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz