wtorek, 4 lutego 2014
17.
Jestem wolna. Te słowa ciągle rozbrzmiewają w mojej głowie. Lecz jestem też uciekinierem, ukrywam się między granicami. Przygaszam. Jak zepsuta żarówka. Czuję się jak róża. Porośnięta kolcami. Moje słowa dotykają ludzi bardzo boleśnie. Jeśli moja ucieczka jest wielkim zbawieniem, to czemu wciąż niepokoję się przyszłością? Stoję na skarpie, tracę siły. Lecę dalej, by szukać odrobiny nadziei. Chciałabym zrzucić te wszystkie sieci z siebie, ponieważ nie chcę byś był już zawsze do mnie przywiązany. Gdy stałam zmarznięta na ulicy, Ty byłeś dla mnie jak mój dom. Do Ciebie wracałam myślami, gdy czułam się tak bardzo niepotrzebna. Gdy znikałeś w przestrzeni, ciągle myślałam o Twoich oczach. Bez nich nie potrafię racjonalnie spojrzeć na świat. Gdy miałam balast problemów na swoich zmęczonych barkach, to Ty brałeś moją rękę i delikatnie całowałeś, aby mnie uspokoić. Moje ręce teraz marzną, przy Tobie miewałam więcej nadziei niż mam teraz. Błąkam się zagubiona. Nie mogę już znaleźć swojego miejsca. Ponieważ wiem, ze jesteś nim Ty. Boję się, że już nigdy nie poczuję tego świeżego powietrza jakim oddychałam, gdy byłam przy Tobie. Kiedyś chciałam powrócić, dziś pragnę odpocząć. Wyciszyć umysł od myślenia o tym jaki byłeś. Miewałam największą nadzieję, gdy wychodziłeś i boleśnie trzaskałeś drzwiami. Przez te ułamki sekundy iskrzyły się łzy w moich oczach. Wspomnienia tak szybko odchodzą, moja pamięć wygasza, jak ta zepsuta żarówka. Jeżeli moja ścieżka traci światło, to jak mam podążać? Gdybyś tylko chwycił moją dłoń. Pomógłbyś mi przez to przebrnąć i trzymać się dalej nadziei na lepsze jutro. Chciałabym powrócić do tego, jak spaliśmy do południa przepychając się w ciasnym łóżku. Wychodziliśmy w nocy na ulicę, krzyczeliśmy i byliśmy tacy zakochani. Kupiłeś mi plastikowy pierścionek i stwierdziłeś na dachu sąsiedniego bloku, że mam zostać Twoją żoną. Lecz ja nadal wygaszam jak ta żarówka. Dryfuję jak ptak wypuszczony z klatki, ale rany, które tam nabyłam nadal bolą. Może to dlatego nie potrafię zasnąć w nocy. Wspomnienia nie dają mi odetchnąć. Niosę swoje marzenia w skromnym serduszku. Chcialabym, aby to wszystko okazało się warte, warte każdej mojej wylanej łzy. Żeby moje serce jeszcze kiedyś było tak rozświetlone. Ta miłość nie będzie trwać wiecznie. W końcu otworzę oczy. Otworzę oczy na coś nowego. Ujrzę wysoką posturę i szczęście, które zalęgnie się w jednym szczerym uśmiechu. Chyba popadłam w miłość, miłość nocy. Zamykam się w sobie i stoję na tej skarpie, ciągle tu powracam. Nie myśląc o tym, ze wygaszam staram się wykorzystać siły i pomyśleć. Odszedłeś. Tak po prostu. A ja? Ja tak po prostu jestem uciekinierem z ptasiego więzienia, tak po prostu mam złamane skrzydło, nie mogę odlecieć i stoję na skarpie. Powoli wygaszam, potrzebuję pomocy i nadziei, tej nadziei na lepsze jutro. Ja, wolny ptak. Ja, czekająca na Ciebie. Ja, banicja.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz